Amerykańska klasyka (Blue Öyster Cult)


Description Blue Oyster Cult 1977 publicity photo.jpg

Można słuchać EDM, można słuchać muzyki klasycznej, ale ich należy znać bezwzględnie. Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie jednak nie tylko muzyka, ale też film, jaki niedawno obejrzałam.

Roadie, bo tak był zatytułowany to opowieść o człowieku, który przez ponad dwadzieścia lat był w trasie, a następnie wrócił na tzw. „stare śmieci”. Taka amerykańska opowieść o życiu na pograniczu marzeń i rzeczywistości. Historia o tym kim byliśmy, jesteśmy, ale jeszcze moglibyśmy być. Fajnie jest powspominać, ale tym, co dla mnie jest równie ważne jak ten film jest muzyka.

Dźwięki wycięte z amerykańskich ulic w latach 70. Gitary i perkusje, których wzajemniej chaotycznej harmonii nic nie jest w stanie przebić. Nic a nic. To klasyk. Do tego wszystkiego wyobraźcie sobie jazde klasycznym Mercurym Marquis z 1973 roku. Już mnie tu nie ma. Znikam.

Nie jest to brytyjski Led Zepplin, lecz muzyka, która po części wyszła z inspiracji Brytyjczykami. To amerykański rock&roll, prosto z Long Island.

Od kiedy ich znam? 

Trudno powiedzieć. Przypuszczam, że mogłam się na nich natknąć za dawnych lat, jak jeszcze słuchałam Trójki, lub też kiedy przesłuchiwałam stare ojcowskie kasety. Nie potrafię podać dokładnej daty, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z Don’t Fear the Reaper czy innymi hitami. Wiem jednak, że są nie mniej wyjątkowe jak Stairways to Heaven.

Co w nich jest wyjątkowego?

Po pierwsze i niepodważalne to ta czystość dźwięku, której nie słyszałam nigdy wcześniej.  – „Metal dla myślących. Tak nazwali ich krytycy, bo nie wiedzieli, czy to  metal, psychodelia, pop, country, blues, bo swingują. (…) Perkusja jazzujaca, ale pod ciężkimi riffami.(…) Podsumowuje wszystko, co było wcześniej: Henrrixa, Zeppelinów(…) Darma wziął coś od każdego i połączył w genialną solówkę, która mówi: „Oto właśnie chodzi.” (…) Jak poezja science-fiction na gramofonie. Byli o wiele inteligentniejsi od reszty i powinni być sławiniejsi.” (50min filmu)

Po drugie, skojarzenie bardziej serialowe. W jednym z odcinków Nasha Bridgesa było wspomniane, że Nash i Lisa za młodu szaleli za tą kapelą, co tez niewątpliwe przyczyniło się, że zaczęłam odkrywać te jazzujące havy metalowe dźwięki.

Po trzecie Veronica Mars,jako jeden z ciekawszych seriali młodzieżowych swojego czasu. Tam także pojawił się motyw BÖC w pierwszym sezonie.

Nie potrzebowali makijaży jak KISS. Po prostu byli czystą muzyką, bez przebrania.

P.s. A wracając do tematu, jak ktoś mnie kiedyś spotka i powie, że o nich nie słyszał, albo, że fajnie śpiewają to za siebie nie ręczę. To KLASYK! – dziękuję za uwagę i do następnego:) M. _________________________________________________

Zdjęcie znalezione na wikimedia.org

Advertisements

7 Comments Add yours

  1. Hmm… raczej też nie moje klimaty może dlatego,że mąż mnie trgo rodzaju muzyką raczy:))))

    Polubione przez 1 osoba

    1. kulturalnyswiatm pisze:

      Warto ten zespół jednak znać i kojarzyć :) Ja też ich non stop nie słucham:)

      Lubię to

  2. Mag pisze:

    A h, jest power💛

    Polubione przez 1 osoba

  3. Bielecki.es pisze:

    Świetna muzyka, niesamowity klimat nie robi się współcześnie już takiej muzyki.

    Polubione przez 1 osoba

    1. kulturalnyswiatm pisze:

      To były czasy :)

      Lubię to

  4. Madame Giussani pisze:

    Nie moje klimaty, ale podeślę mężowi. On lubi taką muzykę. :)

    Lubię to

    1. kulturalnyswiatm pisze:

      W takim razie czekam na muzyczną recenzję od męża;)

      Pozdrawiam,M.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s