Skażona krew.


Black Apple of Glass

Zgodnie z obietnicą sprzed tygodnia publikuję opowiadanie mojego dawnego mentora i opiekuna, któremu zawdzięczam swoją miłość do animowania lokalnej kultury.

(Szerokość i długość geograficzna nie określona. Czasy współczesne.)

Potężny huk, połączony z gwizdem wyrwał mnie z drzemki. Zdezorientowany podniosłem głowę, uderzając się o wieko trumny.

Znowu mój sługa Rajmundowicz nie odsunął pokrywy. – pomyślałem.

To fajny sługa i bardzo do mnie przywiązany. W czasie wielkiego głodu upuściłem mu trochę krwi. Nie znaczy to że staliśmy się równorzędni, po prostu przypadek. W końcu Ja pochodzący z rodu Drakulów, z jakieś bocznej odnogi, ale zawsze,  nie mogę się przecież kolegować z plebsem.

Nie lubię XXI wieku – te dziwne maniery, ten wyścig szczurów po stanowiska i ta pomieszana skażona krew. Nie ma co udawać, głos żołądka przypominał ssanie pompy strażackiej w czasie pobierania wody ze stawu.

Poza tym mieszkanie pod stacją metra, mimo wszystko, miało swoje plusy – zawsze można było coś upolować. Wezwałem swojego sługę, który powitał mnie z uśmiechem.

A co z jedzeniem? – spytałem. Moje pytanie zakończone było wielkim znakiem zapytania.Po tak długim okresie snu przydałby mi się solidnie-krwisty posiłek.

-Jego Wielkość Wampirowata, w kwestii jedzenia musimy wyjść na powierzchnię.

-Tylko żadnego srebra, bo wiesz, że niezbyt dobrze na mnie działa. Za to czosnek mi nie przeszkadza. To tylko legenda, ale ciemny lud to kupił. I nie zapomnij mi włożyć do butów woreczków z moją rodziną ziemią. Wtedy mogą mnie cmoknąć.

-Nikt się Jego Wielkości Wampirowatej nie oprze – skromnie stwierdził Rajmundowicz.

Lubię jak mnie chwalą, to tylko świadczy o moim dobrym sercu w stosunku do chwalących.

-Rajmundowiczu!! Proszę nie mówić przy ludziach Jego Wielkość Wampirowata! Proszę mówić panie Hrabio. Zauważyłem że jest to bardzo popularne. Nawet przypisują sobie nie swoje tytuły, bo nikt nie chce być chłopem z folwarku. Ale to tylko takie moje rozważania filozoficzne. Idziemy na łowy!

-Dobrze mój Panie. … Po chwili wahania dodał: Dobrze by było poszukać kogoś kto się śmieje w stylu hohoho.

https://i0.wp.com/www.splitshire.com/wp-content/uploads/2015/02/SplitShire-2063-1024x683.jpg

-Czy mój sługa ma ubytki na mózgu? – zapytałem półgłosem samego siebie.

Sługa to usłyszał, a jego odpowiedź zaskoczyła mnie kompletnie.

Rajmundowicz odpowiedział mi stanowczo. Bez tonu uniżenia:

– Według autora wielu dzieł filozoficznych Pana Damascena w ten sposób śmieją się ludzie krwiści. Wiem o tym, bo podczas dłuższego pobytu Pana w trumnie skończyłem studia filozoficzne w Anglii. A doktoryzowałem się w Polsce. Tak, że skończyło się Pana panowanie nade mną. Jestem tu tylko z względu na więzy krwi, które nas łączą od ponad 400 lat.

Cholera – pomyślałem w duchu, bo z powodu dobrego wychowania nie używałem głośno brzydkich słów, tak popularnych w dzisiejszych czasach, nawet wśród parlamentarzystów. – Zrównałem się statusem z moim podwładnym. Niestety, właśnie to nam przyniósł postęp cywilizacyjny i zmiany ustrojowe. A mogło być tak pięknie…

Ale, wracając do tematu, mój ustrój trawienny potrzebował pokarmu i nic innego nie było teraz ważne.

cropped-wp_20151114_009-1a.jpg

-Dobrze Rajmundowiczu, polujemy według Twoich wskazówek.

Powoli wchodziliśmy na stację metra. Był pogodny ranek. Na szczęście dla mnie, to tylko legendy, że możemy polować wyłącznie w nocy. W dzień też… Spokojnie usiadłem na ławce w strefie wolnej od biletów i nadsłuchiwałem śmiechu w wersji mi podanej. Chwilowo w zasięgu mojego wzroku nie było nikogo, więc mogłem sobie powspominać. Ale nie trąciłem czujności rewolucyjnej, o której napiszę może coś bliższego w innym konkursie literackim. Pamiętam jak kiedyś mój los skrzyżował mnie z narkomanem. Co to się działo… Wydłubywaniem jego genów z mojego organizmu zajmował się Instytut Toksykologiczny Leczenia Wampirów z Uzależnień. Wydłubywanie to trwało przez pól roku. Dobrze że moje ciało szybko zasklepia rany, bo bym wyglądał jak durszlak do odcedzania makronu…

Nagle przed moimi stopami zabrzęczała moneta.

-Przyjrzyj się synku i ucz się pilnie, bo skończysz jak ten Pan na żebractwie.

-Tak Tatusiu. Zapamiętam to sobie. Tatusiowe rady są dla mnie w życiu pomocne. Zawsze wspominam opowieść Tatusia jak na Tatusia napadli. I jak jednemu napastnikowi Tatuś oddał, to mu kredki z tornistra wypadły. Trzeba walczyć o swoje, całe życie – zakończył swój wywód pryszczaty młodzian.

Rajmundowicz szeptem mi zakomunikował, że na całej stacji nikt się nie śmieje. Wszyscy tylko patrzą na siebie krzywo. I zaproponował mi zjedzenie kiszki kupionej w sklepie. Upadłem na samo dno – pomyślałem. – Ale się podniosę.

Pamiętajcie, jesteśmy wszędzie.

Wampirowaty.

P.S.Chcielibyście więcej takich tekstów?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s