Odlot, czyli analiza na szybko.


https://i0.wp.com/images.allocine.fr/r_760_x/medias/nmedia/18/66/97/50/19145890.jpgNiedawno, zupełnie przypadkowo, obejrzałam „Odlot”. Podczas seansu zdałam sobie sprawę, że jest to ciekawy przykład Amerykańskiego Snu, którym interesuje się od czasu studenckiego epizodu w Hildesheim:)

Blogojciec przedstawił tę animację, jako bajkę o przemijaniu. Moim zdaniem jest tam coś więcej, co postaram się również pokazać poprzez kilka elementów kulturowo-socjologicznych, bo dla dorosłego widza ta opowieść ma zupełnie inny wydźwięk.

Uwaga spoilery!

Generalnie produkcja ta opowiada o emerytowanym sprzedawcy balonów, który realizuje marzenie życia, podróż do Ameryki Południowej, ale czy tylko swoje? Zwariowany staruszek przyczepia do komina wypełnione helem balony, które unoszą budynek w powietrze.

Zanim do tego doszło animacja pokazuje, jak przebiegało jego dotychczasowe życie, jak poznał i poświęcał się dla Elli, z którą spędził zdecydowaną większość swojego życia.

Z pozoru banalna bajka dla dzieci to opowieść dla dorosłych, często, niezależnie od nich, porzucających własne marzenia. W początkowej części można w 15-minutowym skrócie zobaczyć, jak wyglądało życie głównego bohatera. Kilkunastominutowa animacja pokazuje, że nie było one łatwe. Praca, rodzina, plany jej powiększenia – życie nie jest usłane różami. Carl jest tego dowodem. Całe życie próbowali z Ellą polecieć do Ameryki Południowej, lecz gdy w końcu sprzedawca kupił te bilety, wydając zapewne wszystkie swoje oszczędności, było już za późno.

Zostaje sam, w małym domku, w który zna, od dzieciństwa, a gdzie potem mieszkał z wybranką serca. Po stracie ukochanej, to jest wszystko, co mu pozostało, a co może wkrótce stracić. A tę całą nostalgię podkreśla, z pozoru niesłyszalna, niewybijająca się ścieżka dźwiękowa, w retro stylistyce prawdopodobnie lat 30. W każdym bądź razie jest to stopniowo nabierająca dynamizmu klasyka filmowa nagrodzona Oscarem.

Fragment około 20 minuty pokazuje, jak zmieniło się miasto przez 50 lat, kiedy to zmiast zielni jest beton. Wielu mieszkańców dużych aglomeracji zapewne przyzałoby mi w tym momencie rację, iż aktualnie poprzez intensywny rozwój wielu miast tracimy zielone skwery. Oczywiście nie wszędzie, ale zamiast kolorów, mamy szarość i smog.

Stare przemija, dom Carla powinien zniknąć, bo nikt już nie chce starych rzeczy wokół siebie. W kolejnych fragmentach widać nieludzkie podejście wielu, dla których liczą się tylko zyski, nie człowiek. Do tego wszystkiego dokłada się wiele mniejszych fragmentów, które doskonale obrazują próby wykluczania osób starszych ze społeczeństwa, co pośrednio jest tematem pixarowskiego obrazu.

Wracając do tematu podróży, to jej realizacja jest kolejnym dowodem inteligentne kino, wplatającego w zwykłe wątki przygodowe ważne wartości. Tu, podobnie, jak w innej produkcji Pixara, Ratatuuje dominuje przyjaźń.

Na szczególną uwagę zasługuje tu dość długo skomplikowana relacja pomiędzy Russellem a Carlem. Sprzedawca balonów, uparty, już zgnuśniały szuka ciszy. Niestety mały skaut, przedstawiciel młodego pokolenia, z uporem maniaka uniemożliwia mu to. Co ciekawe, w momencie, kiedy kończy się przedstawiać, jako jeden z powodów chęci zdobycia odznaki, podaje „możliwość spędzenia trochę czasu ze swoim tatą”. Czasami dziwne, ale prawdziwe.

Tam, gdzie rodzice ciężko pracują, niejednoktotnie pojawiają się dziadkowie, którzy wypełniają pewną lukę emocjonalną. W przypadku Russella sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Młody poszukiwacz przygód nie wspomina nigdy o mamie, tłumaczy ojca, że nie ma dla niego czasu – idealizuje go do granic własnej wyobraźni. Wymyśla? Jest sierotą? Odpowiedzi na te pytania nigdy nie poznamy, ale ktoś musiał go posłać do „harcerstwa”, gdzie chłopak poznaje świat, zdobywa odznaki, pragnąc, by ojciec zwrócił wreszcie na niego uwagę. Międzypokoleniowe spotkanie tych dwóch bohaterów, z czasem zaczyna nabierać kształtu nie tylko na płaszczyźnie przyjaźni, ale również w pewnien sposób pozornego rodzicielstwa, którego Fridricksen nigdy nie zaznał, bo jak już się wcześniej dowiedzieliśmy, on i Ella nie mieli własnych pociech.

Mieli przygodę, która ich połączyła, i która tak naprawdę okazała się lekarstwem samotność. Miłość do, już zmarłej, żony oraz jej notes z dzieciństwa spowodowały, iż marzenia z dzieciństwa odżyły ze zdwojoną siłą. Ach, ta szalona Ella. Bo przecież, gdzież tam za rokiem na każdego, czeka jakaś przygoda (posłuchaj nr.23 : – ), na którą jak się sami przekonacie oglądając Odlot, nigdy nie jest za późno.

Cały film pokazał jednak, że strata czegoś cennego może być początkiem nowej, niemniej cennej znajomości : – )


Zdjęcia: filmykino.pl;

Reklamy

3 myśli na temat “Odlot, czyli analiza na szybko.

  1. To fajne, że przy animacjach, które przynajmniej u nas w kraju nadal mają piętno „tego dla dzieci” powstają produkcje (i coraz ich więcej od laaat) które mają coś do zaoferowania dzieciom i rodzicom. I są to różne rzeczy, a jednocześnie ani jedna grupa, ani druga się nie nudzi. Nie widziałam „Odlotu” i pewnie nie zobaczę (Znam siebie ;) i moje filmów nadrabianie), ale z wpisu tutaj wyniosłam wrażenie, że to właśnie jedna z tych produkcji, które dzieciom dają frajdę, dorosłym refleksję (która dzieciaki dorwie za dłuższy czas i to samo w sobie będzie pewnie dla nich niesamowite ;) takie odkrywanie bajki na nowo). :) Fajnie tak :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s