Włamania z Lenką (odcinek trzeci)


Jak zauważyliście od niedawna pojawia się kolejny gościnny cykl. Dziś poznacie kolejną, a zarazem  ostatnią, publikowaną na tym blogu, część opowiadania kryminalnego Lenki.

Życzę Wam miłego czytania, M.

Krótko po rozmowie z poszkodowaną policjanci dotarli na osiedle Leśne. Bez trudu dowiedzieli się, gdzie dokładnie mieszka Beata Wojtczak. Gdy dotarli na miejsce, drzwi otworzył im mężczyzna przed czterdziestką.

-Szukamy pana Roberta Olczaka – oznajmił Mruczyński, pokazując odznakę.

-To ja, a o co chodzi?

-Co pan robił przez ostatnie trzy dni? – spytał Ernest.

-Nic szczególnego. Siedziałem w domu przed telewizorem, czasem wychodziłem na zakupy i gotowałem obiady.

-A noce spędzał pan w domu?

-Oczywiście.

-Czy ktoś może to potwierdzić?

-Tak, moja obecna partnerka, Beata. A czemu to panów interesuje?

-Chodzi o to, że wczoraj, bądź przedwczoraj okradziono pana żonę i ona uważa, że to pan maczał w tym palce.

-Ależ to absurd. Od dnia, kiedy wyrzuciła mnie z domu, nie pojawiłem się tam ani razu.

-Ale, z tego, co zeznała pani Joanna, wynika, że jej się pan odgrażał. Podobno mówił pan, że nie popuści i że coś się panu od niej należy. Może poszedł pan do domu pani Sadowskiej podczas jej nieobecności i zabrał to, co było wartościowe, jako pewną formę rekompensaty finansowej?

-Nic takiego nie miało miejsca. Tak, przyznaję, nie zamierzam się poddawać bez walki, ale chcę wywalczyć sobie jakieś pieniądze na drodze sądowej, żeby wszystko było legalne. Może alimenty, albo podział majątku. Kradzież nie wchodzi w grę. W końcu przez ponad rok byliśmy małżeństwem i prowadziliśmy wspólne gospodarstwo. Poza tym to ona cały czas mi truła, żebym wreszcie poszukał pracy i robiła mi wieczne awantury o każdy późniejszy powrót do domu. Tego się nie dało znieść.

-No tak, ale to już pan będzie tłumaczył sądowi na rozprawie rozwodowej. Nas interesuje tylko ta kradzież. A więc zaprzecza pan, jakoby zabrał z domu byłej żony jakieś rzeczy?

-Tak, zaprzeczam.

-A możemy wejść do środka?

-Proszę bardzo. Przepraszam za lekki bałagan, ale jeszcze nie zdążyłem sprzątnąć.

Policjanci weszli do mieszkania. Na pierwszy rzut oka nie zauważyli tam płaskiego plazmowego telewizora, ani roweru górskiego, a wieża stereo była innej marki niż ta skradziona pani Sadowskiej. W tej sytuacji funkcjonariusze nie mogli aresztować Olczaka, bo same poszlaki i oskarżenia żony to stanowczo za mało, by podjąć tak radykalne kroki. Komisarz zobligował jedynie pana Roberta, by stawił się na komisariacie w celu pobrania odcisków palców. Zapytał go również, gdzie aktualnie można zastać Beatę Wojtczak.

Ustaliwszy, że pani Beata przebywa obecnie w pracy, policjanci od razu udali się do niej, by zweryfikować alibi podejrzanego. Kochanka Olczaka potwierdziła oczywiście, że noce Robert spędzał z nią, bo teraz, kiedy nie muszą się już ukrywać, chcieli nadrobić ten czas.

Gdy Ernest i Witek wrócili na komendę, okazało się, że aspirant Rybacki zdążył już powrócić z miejsca zdarzenia. Policjant wręczył Mruczyńskiemu sporządzoną przez siebie dokładną listę skradzionych przedmiotów. Oświadczył też, że próbował porozmawiać z sąsiadami pani Joanny, ale w jednym domu nikogo nie zastał, a sąsiadka z naprzeciwka oznajmiła, iż niczego podejrzanego w ostatnich dniach nie zaobserwowała.

-No to znów stoimy w miejscu – westchnął Ernest. – Kolejne włamanie bez śladów włamania. Czy ci złodzieje to jakieś duchy?

-Jedno jest pewne – stwierdził Lesiak. – Sprawcy musieli działać nocą, bo inaczej sąsiedzi by coś zauważyli.

W tym momencie do pokoju wszedł oficer dyżurny.

-Mamy kolejne włamanie. Facetowi skradziono cenną kolekcję znaczków. To było na Dąbrowskiego, w tych starych blokach. Tu macie dokładny adres.

-Jakby tego było mało, kolejny włam. Zbieraj się Witek! Jedziemy!

-Szkoda, bo właśnie miałem zamiar zaparzyć nam kawę.

-Cóż, służba nie drużba. Kawę wypijemy po powrocie.

Po kilku minutach funkcjonariusze znaleźli się na klatce schodowej bloku, w którym mieszkał poszkodowany. Gdy Ernest nacisnął na dzwonek, prawie natychmiast drzwi uchylił im mężczyzna w średnim wieku. Upewniwszy się, że to policja, otworzył łańcuch i wpuścił ich do środka. Jego mieszkanie było skromnie urządzone. Dwa małe pokoiki z kuchnią. W pokoju do którego weszli, stała popeerelowska meblościanka, wersalka i stół z krzesłami oraz stary wysiedziany fotel. Pan Leon Stasiak poprosił policjantów, by usiedli i zapytał, czy nie napiliby się kawy.

https://i0.wp.com/www.splitshire.com/wp-content/uploads/2014/12/SplitShire-6683.jpg

-Z przyjemnością – odparł Witek, ale Mruczyński ostudził jego zapał, tłumacząc, że najpierw muszą spisać zeznania.

-Panie Leonie, kiedy zauważył pan zniknięcie znaczków? – zaczął przesłuchanie.

-Dziś, po powrocie od swojej starszej siostry. Jej wnuczka, a moja chrześniaczka Oleńka obchodziła drugie urodziny, więc w poniedziałek pojechałem do Wrocławia. Miałem zostać do wtorku, ale siostra uprosiła mnie, żebym przedłużył pobyt.

-Czy w mieszkaniu było widać jakieś ślady włamania? – spytał Mruczyński.

-O dziwo nie. Nikt nie wybił okna, ani nie rozwalił drzwi, a kolekcja jakby wyparowała.

-Może nam pan powiedzieć coś bliższego o tej kolekcji?

-Tak. To mój stryj Kazimierz zaraził mnie pasją zbierania znaczków. Udało mi się zebrać kilka klaserów, ale nigdy nie zostałem tak profesjonalnym filatelistą jak on. Stryj polował na okazy, jeździł na aukcje i zgromadził cenne zbiory, które po śmierci przekazał mi w spadku. Większość jego znaczków była warta po kilkadziesiąt, bądź kilkaset złotych, ale trafił się też okaz, który na jednej z licytacji uzyskał cenę dziesięciu tysięcy. Sprawdziłem to w Internecie. Kiedy wiadomość o spadku przypadkiem dotarła do „Głosu Osowca”, zostałem przez nich poproszony o udzielenie wywiadu. Miałem opowiedzieć o swojej pasji filatelistycznej. Artykuł ukazał się w poprzednim numerze pisma, w rubryce „Ciekawi ludzie”. Może mieli go panowie okazję przeczytać.

https://i0.wp.com/www.splitshire.com/wp-content/uploads/2015/12/SplitShire-0201-1024x683.jpg

-A tak, pamiętam – przytaknął Lesiak. – Zamieścili tam pana zdjęcie z klaserami.

-No właśnie. Na początku nie wszystko do mnie docierało, ale kiedy zorientowałem się jaki skarb odziedziczyłem, od razu postanowiłem zmienić zamki na takie antywłamaniowe i zainstalowałem łańcuch. Śpieszyłem się, żeby zdążyć przed wyjazdem do Wrocławia, ale na niewiele to się jak widać zdało.

-Czy miał pan te znaczki skatalogowane?

-Swoich nie, bo nie były aż tak wartościowe. Ale stryj Kazimierz zaprowadził katalog. Miał go w komputerze, a ja otrzymałem plik wgrany na płytę razem z całą kolekcją. Pewnie teraz stryj przewraca się w grobie, widząc jak kiepsko opiekowałem się jego zbiorami – westchnął Stasiak.

-To nie była pana wina, panie Leonie. Zrobił pan wszystko co w pana mocy, by zapewnić znaczkom bezpieczeństwo. Mam prośbę. Czy mógłby pan wydrukować nam ten katalog stryja?

-Owszem. Zaraz odpalę komputer, tylko najpierw nastawię wodę na tę obiecaną kawę.

Ciąg dalszy i zakończenie znajdziecie tu: http://lenka2400.bloog.pl/


Zdjęcia w cyklu: unsplash/splitshire

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s