„Włamania” z Lenką (odcinek drugi)


Watch

Zmanipulujmy naszą wyobraźnię, usiądźmy wygodnie i poczytajmy opowiadania Lenki, do kawy, do śniadania, na dobranoc, bo warto wspierać dobre, lokalne talenty.

Ja już czuję się zaproszona do świata kryminału, a Wy?

Niestety, rozmowy z sąsiadami nie wniosły nic nowego. Nikt niczego podejrzanego nie widział, ani nie słyszał. W lombardach i komisie też nie pojawił się żaden ze skradzionych przedmiotów. Na dodatek, odciski palców zabezpieczone w mieszkaniu, należały wyłącznie do poszkodowanych, więc funkcjonariusze doszli do wniosku, że złodzieje działali w rękawiczkach. Jednym słowem śledztwo utknęło w martwym punkcie i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie ruszy z miejsca.

Minęły dwa dni. Nikt z właścicieli osowieckiech lombardów nie odezwał się. Nie pojawiły się też żadne nowe fakty, mogące pomóc w znalezieniu sprawców kradzieży na Słonecznej.

Na trzeci dzień, w godzinach przedpołudniowych, na policję wpłynęło zgłoszenie dotyczące kolejnego włamania. Tym razem poszkodowaną okazała się młoda biznesmenka, właścicielka dobrze prosperującej firmy. Kobieta mieszkała w niewielkim domku na peryferiach miasta. Gdy Mruczyński i Lesiak dotarli na miejsce przestępstwa, drzwi otworzyła im około czterdziestoletnia szatynka średniego wzrostu. W przedpokoju stała walizka i nieduża podróżna torba. Wszystko wskazywało na to, że poszkodowana właśnie wróciła z jakiejś podróży.

https://i1.wp.com/www.splitshire.com/wp-content/uploads/2014/10/SplitShire-0307-1024x683.jpg

  • Komisarz Mruczyński – przedstawił się policjant, pokazując odznakę. – Pani Joanna Sadowska? – upewnił się.
  • Tak, to ja. Zapraszam panów do salonu.

Gdy cała trójka zasiadła przy ławie, Ernest zwrócił się do Sadowskiej z pytaniem, czy to ona zgłosiła im kradzież.

  • Tak, ja.
  • A kiedy to pani spostrzegła?
  • Jakieś pół godziny temu. Wróciłam właśnie z targów i jeszcze się nawet nie zdążyłam rozpakować. Najpierw zauważyłam, że z korytarza zniknął mój rower górski, a po wejściu do jadalni zorientowałam się, że nie ma w witrynie porcelanowej figurki – pamiątki po babci. Zniknęły też srebra i moja złota biżuteria. Poza tym ktoś wyniósł sprzęt audio, nowy telewizor plazmowy i laptopa.
  • Ale przecież na ławie leży jakiś komputer – zauważył Lesiak.
  • Tak, to jest mój notebook służbowy. Na całe szczęście, miałam go ze sobą na targach, bo mam tam zapisane poufne dane, kopie dokumentów i firmową korespondencję. Laptop, który mi skradziono, był prywatny, do użytku domowego. Najgorsze jednak jest to, że złodzieje zabrali z kasetki sporą gotówkę.
  • Ile tego było? – zainteresował się Witek.
  • Osiem tysięcy. Dziś miałam sfinalizować ważną transakcję, a kontrahent uparł się, żeby mu zapłacić gotówką.
  • Czy mieszkanie było otwarte, kiedy wróciła pani z tej podróży służbowej?
  • Nie. Drzwi były zamknięte.
  • A jest tu jakieś drugie wejście?
  • Tak, przez piwnicę, ale drzwi od piwnicy też były zamknięte. Sprawdziłam to.
  • Dziwna sprawa. Kolejny raz dokonano kradzieży beż śladów włamania – pomyślał Mruczyński. – A czy ktoś wiedział, że wyjeżdża pani na te targi? – spytał Joannę.
  • Tak, moi współpracownicy i znajomi. Szczerze mówiąc, panie komisarzu, ja się domyślam kto może za tym wszystkim stać.
  • https://images.unsplash.com/photo-1476445704028-a36e0c798192?dpr=1&auto=format&fit=crop&w=1500&h=1000&q=80&cs=tinysrgb&crop=&bg=

    Kto? Robert, mój były mąż. Chociaż nie do końca były, bo nie zakończyła się jeszcze nasza sprawa rozwodowa.

  • Dlaczego pani go podejrzewa? – zapytał Lesiak.
  • Może zacznę od początku. Udało mi się odnieść spory sukces na niwie zawodowej. Kilka lat temu założyłam własną firmę, która przetrwała na rynku, pomimo dość niesprzyjającej koniunktury. Zakład całkiem nieźle prosperuje. Zdobyliśmy kilka wyróżnień i cieszymy się dobrą renomą. Nawet „Głos Osowca” przeprowadził ze mną wywiad do rubryki „Ciekawi ludzie”. Niestety, skupiając się na pracy i robieniu kariery jako businesswoman, nie miałam czasu zająć się swoim życiem osobistym. A lata lecą… Zaczęłam się obawiać, że jak tak dalej pójdzie, zostanę bogatą starą panną. I wtedy poznałam Roberta. Był doradcą finansowym w banku, do którego przeniosłam swoje konto firmowe. Początkowo nasze relacje były oficjalne i wyłącznie służbowe, ale po jakimś czasie Robert zaprosił mnie na kawę. Przeszliśmy na ty, zaczęliśmy się spotykać i ani się obejrzałam, jak poprosił mnie o rękę. Wzięliśmy ślub i początkowo nawet nam się jakoś układało.

Niestety, w ramach redukcji etatów bank wręczył mojemu mężowi wypowiedzenie. I wtedy zaczęły się problemy. Zaproponowałam Robertowi, że na jakiś czas zatrudnię go w swojej firmie. On jednak się uparł, że sam sobie czegoś poszuka, bo nie chce, żeby żona była jego szefową. Tylko że ja odnosiłam wrażenie, jakby cały czas szukał tak, żeby niczego nie znaleźć. Kłóciliśmy się o to coraz częściej, bo osobiście nie zamierzałam go w nieskończoność utrzymywać, a on wszystko bagatelizował. Z czasem zaczął gdzieś przepadać na całe dnie. Wracał późnym wieczorem. Czuć było od niego alkohol. Na koniec dowiedziałam się, że mój mąż od dłuższego czasu mnie zdradza ze swoją byłą koleżanką z pracy. Tego było za wiele. Spakowałam jego rzeczy i wystawiłam za drzwi, mówiąc żeby się wynosił do tej swojej kochanicy. A następnego dnia wynajęłam adwokata i złożyłam pozew o rozwód. Zaraz potem zadzwoniłam do Roberta, informując go, że zamierzam wykazać rozpad małżeństwa z jego winy. Dodałam też, że do wszystkiego co mam, doszłam sama, więc nie ma co liczyć na jakiekolwiek pieniądze ode mnie. Wystarczająco długo żył na mój koszt.

https://images.unsplash.com/photo-1491043756076-1392401ef904?dpr=1&auto=format&fit=crop&w=1500&h=1000&q=80&cs=tinysrgb&crop=&bg=

Sadowska była wzburzona. Wspominanie nieudanego małżeństwa nie było dla niej sprawą łatwą.

  • A mąż? Jak on na to zareagował? – spytał komisarz.
  • Uważał, że coś mu się ode mnie należy, bo przecież przez ponad rok byliśmy małżeństwem. Mówił, że dopóki pracował, to też łożył na nasze utrzymanie i że tak łatwo nie odpuści. Przestraszyłam się, że może mnie nachodzić i na wszelki wypadek jeszcze tego samego dnia wymieniłam zamki w drzwiach. Ale on jakimś cudem się tu włamał i bezczelnie mnie okradł.
  • Czy może nam pani podać aktualny adres pana Sadowskiego?
  • On się nie nazywa Sadowski, tylko Olczak. Kiedy braliśmy ślub, pozostałam przy panieńskim nazwisku, bo wszyscy kontrahenci i klienci firmy znali mnie jako Joannę Sadowską. Poza tym chciałam uniknąć wymiany pieczątek i wszelkich zmian w rejestrze KRS. I całe szczęście, bo teraz musiałabym wszystko na nowo odkręcać. A pan Olczak mieszka teraz chyba u tej swojej kochanicy Beaty Wojtczak. To jest gdzieś na Lipowej. Numeru nie pamiętam.
  • Dziękujemy pani. Za chwilę podjedzie do pani aspirant Rybacki z ekipą techników, aby zabezpieczyć ewentualne ślady pozostawione przez włamywaczy i sporządzić dokładną listę skradzionych rzeczy. Potem porozmawia jeszcze z sąsiadami, by dowiedzieć się, czy czegoś podejrzanego nie widzieli. A my niezwłocznie odszukamy pana Olczaka i go przesłuchamy.

Ciąg dalszy nastąpi…


Dla niecierpliwych: http://lenka2400.bloog.pl/

P.s. Photo 3, 4: Ferdinand Stöhr

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s